| Biblioteka Koczalska - Floetensteiner Bibliothek |
Jacek Bublewicz Kamień Graniczny przy Pietrzykowie Wielką pasją człowieka jest ustalanie granic, a jeszcze większą - obrona i powiększanie granic już istniejących. Także u nas, na małym skrawku ziemi, możemy każdego dnia obserwować tę dziwną namiętność. Mówi o niej także stara pietrzykowska legenda, która zarazem ostrzega nierozważnych przed brakiem umiaru. Majątek Pietrzykowo, który znajduje się w najodleglejszej północy naszego powiatu, należał kiedyś do jednej hrabiny. Jej nazwisko jest już dzisiaj nieznane. Większą część swego życia spędziła ona w swoich posiadłościach położonych w sercu Niemiec. Do Pietrzykowa przyjeżdżała tylko wtedy, kiedy jej obecność była konieczna. Przy całym swoim bogactwie była hrabina jednak skąpa i nieczuła. Próbowała na gwałt powiększać swą posiadłość, a każdy środek do tego celu był dla niej dozwolony. Kiedy ponownie przebywała w Pietrzykowie, pokłóciła się z gminą Brzeźno o pole leżące na granicy ich posiadłości. Chociaż skąpa hrabina wiedziała, że to pole do brzezian należy, kazała swoim parobkom zaorać je i uprawiać. Zastrzeżeniami prawych właścicieli nie przejmowała się. W końcu nie pozostało brzezianom nic innego, jak wezwać na pomoc sędziego. Sędzia poprosił hrabinę i jej przeciwników o zjawienie się w uzgodnionym dniu na polu będącym przedmiotem kłótni. Punktualnie o ustalonej godzinie stawili się brzezianie, lecz hrabina kazała na siebie jeszcze długo czekać. Właśnie kiedy sędzia chciał przyznać pole brzezianom, pędząc przez pola na swym wierzchowcu, nadjechała hrabina. Już z daleka wołała z szyderczym uśmiechem: - To pole jest moje! Sędzia, który był człowiekiem sprawiedliwym, potrząsnął z dezaprobatą głową. Jednak hrabina pragnęła złożyć świętą przysięgę na to, że to pole od dawna do jej pietrzykowskiej posiadłości należy. Trzymając w lewej ręce szpicrutę i cugle, uniosła swą prawą dłoń do uroczystej przysięgi. Niemal już złożyła przysięgę i Boga na świadka wzywała, aż nagle jej pąsowa ze chciwości twarz zrobiła się trupio blada. Cugle i szpicruta wyśliznęły się z jej ręki, a ona sama, bluźniąca Bogu kobieta, upadła z głuchym odgłosem bólu nieżywa z konia. Spadając, uderzyła trzymaną jeszcze do przysięgi prawą ręką w leżący na samej granicy pól kamień, który od tego dnia ukazuje odcisk tej ręki. Kamień ten leży jeszcze dzisiaj w tym samym miejscu i znany jest w całej okolicy pod nazwą Kamień Graniczny.
^do góry ^ |
|
Copyright (c) 2007 - Jacek Bublewicz,
www.hiazintus.com
All Rights Reserved
Webmaster: Jacek Bublewicz - koczala@hiazintus.com